- Dlaczego teraz? - Usiadłaś pod ścianą, kuląc się i chowając całą zapłakaną swoją twarz w dłonie. To właśnie dziś musiało spaść właśnie na Ciebie kiedy przez ostatnie dwa tygodnie spotykają Cię same przykre doświadczenia. Cofając się w czasie, dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że zmarła moja ukochana babcia Carie. Była jedną z najbliższych mojemu sercu osób. Jedyną, która mnie wspierała i rozumiała. Niestety o mamie oraz moim ojcu nie mogę tego powiedzieć. Odkąd się rozwiedli dla obojga nie istnieje. Żyją swoim własnym życiem.
Ojciec jak sobie przypomni to do mnie zadzwoni z zapytaniem ,, jak tam??" Wtedy mam największą ochotę wygarnąć mu co o Nim sądzę, ale niestety dla świętego spokoju tyko odpowiadam, że ,, okej ''.
Bo przecież jakbym go interesowała to by się mną interesował.
Mieszkam z matką, ale Ona o mnie też niestety nic nie wie. Wracając z pracy zawsze rzuci tekstem '' jak tam w szkole?? '' gapiąc się w ten swój przeklęty telefon. Nawet nie jest w stanie zauważyć, że nigdy nie odpowiadam na jej pytanie.
3 dni później odbył się pogrzeb babci. Podczas ceremonii czułam jak ulatuje jakaś cząstka mnie razem z nią. Łzy po policzkach zlatywały mi ciurkiem - Babciu, dlaczego właśnie Ty - cicho pod nosem wypowiadałam w kółko te słowa, jakbym liczyła na to że mi odpowie. Dlaczego mnie zostawiła...
Matka z ojcem nawet nie okazywali jakichkolwiek oznak człowieczeństwa, zero... Nic! Nawet pół łzy nie zleciało po ich policzkach, jakby to było im obojętne...
- Babcia odeszła, rodziców nie obchodzę, a teraz to. Przecież to nie możliwe, że w tak krótkim czasie to właśnie mnie spotyka tyle nieszczęść - wyszeptałam pod nosem wciąż szlochając.
Dlaczego płaczę? Dziś odebrałam wyniki badań tomografii. Od ponad pół roku cholernie bolała mnie głowa, lekarz rodzinny skierował mnie na badania, które miały wskazać przyczynę moich silnych bóli głowy. Niestety na wyniki musiałam czekać bardzo długo, bo ponad miesiąc.
Liczyłam, że wyniki otworzę razem z babcią, ale niestety się przeliczyłam...
Wstałam spod ściany i jeszcze raz sięgnęłam po wyniki badań. Miałam nadzieję, że się przewidziałam, i że jest to zwykła migrena. Czytając od nowa - glejak mózgu.... złośliwy - wyszeptałam.
Otarłam łzy o rękaw bluzy, pogniotłam kartkę, wzięłam telefon do ręki aby sprawdzić ile czasu mi zostało - Glejak wielopostaciowy to najbardziej agresywny i złośliwy guz mózgu... O boże - Zamilkłam na chwilę - Średni czas przeżycia chorego z rozpoznaniem glejaka wielopostaciowego, przy zastosowaniu obecnych standardów leczenia to niewiele ponad 15 miesięcy - Po przeczytaniu tego już wiedziałam, że nie zostało mi wiele czasu, wiedziałam też że nie mam zamiaru się na to leczyć. Bo skoro tak czy siak w końcu przyjdzie na mnie czas to nie ma sensu tego ciągnąć, tych okropnych bóli. Nie mam też zamiaru męczyć się z chemią, nie wyobrażam sobie stracić wszystkie włosy...
Wyszłam prosto z pokoju, po drodze gniotąc najmocniej jak się da kartkę z wynikami badań i skierowałam się prosto do kosza na śmieci. Już wiedziałam, że dobrego nic mnie nie czeka, więc przez te 15 miesięcy muszę zrobić wszystko to do czego wcześniej nie miałam odwagi. Żebym później nie żałowała, że czegoś nie zrobiłam.
Dzień następny...
- No to zaczynamy odliczanie - Przeciągając się w łóżku i przecierając oczy, już odliczyłam jeden dzień z tych 15 miesięcy.
Wstałam, podeszłam do szafy, w której znajdowały się wszystkie moje ubrania. Sięgnęłam bieliznę, oraz ubrania w które miałam zamiar się dzisiaj ubrać. Wybrałam same najlepsze, od dziś chciałam być lepszą wersją samej siebie. Jednym z moich planów było zwrócenie na siebie uwagi przez Toma. Jest to zawodnik drużyny rugby, kapitan. Odkąd pamiętam cicho się w nim podkochiwałam, ale nigdy nie miałam odwagi do niego za gadać. Dziś był właśnie ten dzień, ten w którym mam do niego za gadać.
Wraz z ubraniami poszłam do łazienki wziąć ciepły prysznic. Po kąpieli nałożyłam na siebie chyba tonę balsamu, po czym jeszcze wylałam na siebie litr perfum. Kiedy się malowałam do kontaktu podłączyłam lokówkę aby zakręcić swoje długie blond włosy...
Po skończonej pielęgnacji i ogarnięciu się, zeszłam prosto do kuchni żeby zjeść śniadanie, ale niestety... W kuchni siedziała moja matka, na sam jej widok odechciewa się jeść. Dlatego tylko do torby spakowałam butelkę wody i skierowałam się do drzwi frontowych. Po drodze rzuciłam tylko zwykłe ,, pa ''. Nawet nie odwróciłam się sprawdzić czy odpowiedziała, po prostu miałam to gdzieś.
Przed domem jak co dzień czekałam na swoją przyjaciółkę Mię... Jest totalnie zwariowana, niczego się nie boi, od życie wszystko bierze garściami. Jest to zupełne przeciwieństwo mojej osoby. Mijało 5, 10, 15 minut, a jej wciąż nie ma. Telefonu też nie odbiera, co się z nią dzieje? - Mija, naprawdę ?- wyszeptałam. Ruszyłam żwawym krokiem w stronę szkoły, na całe szczęście znajdowała się tylko trzy ulice dalej. Niestety żeby do niej dojść, trzeba przejść przez jedną z najgorszych ulic w naszym mieście. W torebce miałam już naszykowany gaz pieprzowy.
Zbliżając się do tej ulicy, wyjęłam z torebki gaz i kurczowo trzymałam go w ręce - chyba nie będzie mi to potrzebne - Zdziwiona zauważyłam, że ulica była zupełnie pusta, ale niestety po paru krokach dalej się grubo myliłam...
CDN
We want what we can't have.
czwartek, 3 sierpnia 2023
Zaczynamy
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)